MILCZENIE W JĘZYKU ZABORCY, GŁOŚNY KRZYK POLSKICH SERC
120. ROCZNICA NIEZWYKŁEGO STRAJKU UCZNIÓW KOSTRZYŃSKIEJ SZKOŁY

Biała kreda, tablica na ścianie czy ławki w klasie – zarazem symbole, jak i cechy charakterystyczne większości szkół przełomu XIX i XX wieku. Nie należy zapominać o nauczycielach i uczniach, bez których placówki oświatowe nie miałyby sensu. Przekazywanie wiedzy, nauka czytania i pisania, a przede wszystkim kształtowanie postaw pozostają do dziś wyznacznikami edukacji. Szkoła to również pielęgnowanie tradycji i dbałość o język ojczysty. Czy było tak zawsze?
Walka z polskością i germanizacja
Konsekwencją upadku Rzeczypospolitej Obojga Narodów stało się nie tylko wymazanie dawnego państwa polsko-litewskiego z map Europy i świata, ale także postępująca walka ze wszystkim, co kojarzyło się z polskością – językiem polskim, tradycjami, wartościami, patriotyzmem i szkolnictwem. Edukacja była i jest niezwykle istotnym elementem przygotowującym młodego człowieka do życia w społeczeństwie, a wiek XIX stał się kluczowym momentem kształtowania się nowoczesnej świadomości narodowej. Zaognienie relacji władz pruskich z Polakami, od pokoleń zamieszkującymi Wielkopolskę, było więc nieuniknione. Germanizacja, która objęła tereny przyłączone do Prus w wyniku rozbiorów, miała na celu całkowite zniemczenie ich mieszkańców – likwidację polskich dążeń niepodległościowych, stłumienie patriotyzmu oraz wyeliminowanie polszczyzny z życia codziennego. Działania te skierowano również przeciwko Kościołowi katolickiemu, co wpisywało się w tzw. walkę o kulturę, czyli Kulturkampf. Twarzą tego okresu stał się kanclerz Otto von Bismarck – architekt zjednoczenia Niemiec, nazywany „Żelaznym Kanclerzem”. Za jego rządów usuwano polskich nauczycieli ze szkół oraz wycofywano język polski z urzędów i sądów. Odwołanie Bismarcka pod koniec 1890 roku przyniosło chwilowe wyciszenie represji, jednak stan ten nie trwał długo. Głównym punktem zapalnym w relacjach polsko-niemieckich pozostało nauczanie religii w języku ojczystym. Polacy nie pozostawali jednak bierni. Choć to strajk dzieci wrzesińskich z 1901 roku stał się jednym z największych symboli sprzeciwu wobec polityki zaborcy, jednak opór narastał już dużo wcześniej. Wydarzeniem o kostrzyńskim rodowodzie był wiec, który został zorganizowany w Kostrzynie 17 marca 1872 roku. Wzięło udział w nim około 300 osób, w tym Roman Szymański – publicysta, działacz społeczny, redaktor czasopisma “Orędownik”, rodem z Kostrzyna. Uczestnicy zgromadzenia wystosowali pismo do kanclerza Bismarcka, w którym ubolewali, że rząd Niemiec ogranicza używanie języka polskiego w przestrzeni publicznej.
Przełom XIX i XX wieku – kolejne zaostrzenie kursu Niemców w stosunku do Polaków
Religia została z czasem jedynym przedmiotem szkolnym, który mógł być prowadzony po polsku. Władze niemieckie postanowiły to zmienić, co doprowadziło do kolejnej fali napięć. W 1900 roku wydano zarządzenia upoważniające władze oświatowe Prowincji Poznańskiej do wprowadzania języka niemieckiego na lekcjach religii, ale pod warunkiem, że dzieci odpowiednio go opanowały. Przepisy te najpierw wdrożono w większych miastach regionu, co wywołało protesty m.in. w kilku poznańskich szkołach. W 1901 roku język niemiecki wprowadzono na lekcjach religii w kolejnych placówkach, m.in. we Wrześni, co doprowadziło do wybuchu głośnego strajku uczniów. 1 kwietnia 1906 roku, wraz z początkiem nowego roku szkolnego, obowiązek nauczania religii po niemiecku objął kolejne ponad 200 szkół elementarnych w regionie. Decyzja ta wywołała ogromne oburzenie i fali protestów nie dało się już powstrzymać. List pasterski arcybiskupa poznańsko-gnieźnieńskiego Floriana Stablewskiego, odczytany z ambon w kościołach w niedzielę 14 października 1906 roku, wzywał rodziców do szczególnej troski o chrześcijańskie i narodowe wychowanie dzieci. Wywołało to natychmiastową reakcję, ponieważ z dnia na dzień do strajku dołączały kolejne szkoły. W szczytowym momencie, w listopadzie 1906 roku, w proteście brało udział około 75 tysięcy dzieci z Wielkopolski. Fala oporu objęła również Pomorze i Górny Śląsk.
Strajk uczniów w Kostrzynie
Kostrzyn na początku XX wieku liczył około 2500 mieszkańców. Skład narodowościowy przedstawiał się następująco: 90% Polaków, 9% Niemców oraz niecały procent ludności żydowskiej, której odpływ był wówczas zauważalny w całej Wielkopolsce. Do miejscowej siedmioklasowej szkoły katolickiej, zlokalizowanej w dwóch budynkach przy ul. Średzkiej i Szkolnej (obecnie ul. dr. Szymańskiego), uczęszczało około 400 dzieci z Kostrzyna oraz okolicznych miejscowości, czyli m.in. z Gwiazdowa, Tarnowa, Strumian i Libartowa. W placówce uczyło ośmiu nauczycieli, z których pięciu było narodowości polskiej. Początkowa faza protestu polegała na składaniu przez rodziców oświadczeń żądających przywrócenia nauki religii w języku polskim. Ogromnym wsparciem wykazał się lokalny działacz społeczny i patriotyczny Piotr Świerkowski, który pomagał w redagowaniu pism po niemiecku, a w lipcu 1906 roku wystosował petycję do arcybiskupa Floriana Stablewskiego z prośbą o pomoc w walce z germanizacją. Protest uczniów zaostrzył się pod koniec października 1906 roku, będąc bezpośrednią konsekwencją apelu arcybiskupa. Dzieci z klas I i III przestały odpowiadać na pytania zadawane po niemiecku oraz odmówiły odmawiania pacierza w języku zaborcy. Co ciekawe, w klasie II nauczycielka nie odważyła się formułować poleceń po niemiecku. Gdy po odwołaniu lekcji religii i odesłaniu uczniów do domów wydawało się, że cel został osiągnięty, władze szkolne nałożyły na około 160 dzieci karę aresztu. Symboliczną postacią tego okresu stała się Rozalia Piechnicka (ur. 1894 r.) z Tarnowa, która została przesunięta z klasy II do V za odmowę odpowiedzi po niemiecku w obecności inspektora. Uczniowie klasy III – Edmund Markiewicz i Józef Mroczkowski – odbierali rówieśnikom niemieckie katechizmy oraz historie biblijne, a następnie palili je w piecu. Dzieci przychodziły do szkoły w drewnianych pantoflach, by hałasem podkreślić swój sprzeciw. Opór wywołał agresję części grona pedagogicznego, w tym zniemczonego Polaka, który bił uczniów kijem i kopał. Z czasem kary cielesne zastąpiono 2-4 godzinami aresztu dziennie. Po zajęciach uczniowie udawali się pod krzyż misyjny przy kościele pw. św. Apostołów Piotra i Pawła, gdzie modlono się i śpiewano pieśni patriotyczne (z tego okresu pochodzi słynne zdjęcie wykonane prawdopodobnie przez wrzesińskiego fotografa Szymona Furmanka), a część gromadziła się na Rynku pod figurą św. Jana Nepomucena. Uczniowie powtarzali popularne powiedzenie: “Dopóki świat światem Niemiec nie będzie Polakowi bratem”. Skutki udziału w proteście odczuli zarówno sami uczniowie, jak i ich rodziny. Uczestnikami oporu przeciwko niemieckiemu zaborcy były dzieci kostrzyńskich oraz okolicznych rzemieślników, robotników i rolników. Wśród strajkujących znaleźli się m.in. wspomniani wcześniej Rozalia Piechnicka, Edmund Markiewicz, Józef Mroczkowski, a także Pelagia Eichstaedt, Anna Szymańska, Jadwiga i Ludwik Mikołajczykowie, Ludwik Luberski, Leon Knichalski oraz Leon Karalus. Władze pruskie stosowały różnorodne represje, by złamać opór Polaków. Kierowano groźby pod adresem rodziców. Uczniów karano negatywnymi wpisami do dzienników i na świadectwach, a także pozbawianiem stypendiów rodzeństwa uczestników protestu. Wyrazistym tego przykładem stał się Stanisław Nizielski z Kostrzyna – student seminarium nauczycielskiego w Rogoźnie, któremu odebrano wsparcie finansowe wyłącznie z powodu udziału jego sióstr w strajku szkolnym. Strajk uczniów szkoły w Kostrzynie trwał do końca czerwca 1907 roku. Jego finału nie doczekał wieloletni proboszcz i dziekan kostrzyński, ks. Piotr Walterbach, który zmarł w lutym 1907 roku. Choć pochodził z rodziny niemieckiej, sprzeciwiał się przymusowej zmianie nazwy miasta na Kostschin w 1887 roku i głęboko przeżywał cierpienie dzieci, kończąc jeden ze swoich listów do arcybiskupa słowami: „Boże, zlituj się nad nami”. Co warto zaznaczyć – arcybiskup Stablewski zmarł w listopadzie 1906 roku, a ks. Walterbach zaledwie trzy miesiące później.
Lekcja patriotyzmu, która wydała owoce
Strajk dzieci z kostrzyńskiej szkoły – pochodzących zarówno z miasta, jak i okolicznych wsi był niezwykłym świadectwem odwagi i dojrzałości najmłodszych mieszkańców naszej ziemi. Choć musieli zmierzyć się z represjami i surowymi karami, pokazali, że mowy ojczystej oraz wiary nie da się odebrać przymusem. Wydarzenia z lat 1906-1907 wpisały się w historię Kostrzyna jako symbol niezłomnego patriotyzmu. Postawa dzieci oraz wspierających je rodziców stała się cennym fundamentem, na którym zaledwie kilkanaście lat później wyrosło pokolenie zwycięskich Powstańców Wielkopolskich. Pamięć o ich małym oporze i wielkim poświęceniu musi pozostać żywym dziedzictwem całej naszej lokalnej społeczności.
B.K.